wtorek, 5 lutego 2019

Ivar Bjornson & Einar Selvik – Kraków, Klub Studio, 2.02.2019


Recenzując „Hugsję” Ivara Bjornsona i Einara Selvika w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że uda mi się kiedykolwiek posłuchać nagrań z tego pięknego albumu na żywo. Tymczasem jesienią 2018 roku Europę obiegła radosna wieść o krótkiej zimowej, sześciokoncertowej trasie muzyków obejmującej także Kraków. Muzycy znani z Enslaved i Wardruny, wystąpili w minioną sobotę w klubie Studio i zachwycili zgromadzoną publiczność połączeniem tradycji z nowoczesnością. 

Ivar Bjornson & Einar Selvik – Kraków, Klub Studio, 2.02.2019

 
Był to występ niezwykły, zapierający dech w piersiach i wywołujący niemałe wzruszenie. Zgromadzeni przy scenie fani, którzy zebrali się przy wejściu do klubu już na ponad dwie godziny przed otwarciem bram, mogli poczuć się w pełni usatysfakcjonowani warunkami wizualnymi i akustycznymi klubu. Płynące ze sceny dźwięki brzmiały niesamowicie czysto i selektywnie, sprawiając, że odczuwanie ich w koncertowej formie stało się doznaniem niemal mistycznym. 


Występowi towarzyszyło subtelne oświetlenie sceny, co wspaniale podkreślało kameralny charakter prezentowanej muzyki. Artyści wykonali przekrojowy materiał obejmujący nagrania zarówno z najnowszej „Hugsji”, jak i wydanej przed trzema laty „Skuggsji”, z okazji dwusetnej rocznicy Konstytucji Norweskiej, a także kompozycje z repertuaru Enslaved („Return To Yggdrasil” zaśpiewany po norwesku) oraz Wardruny (chwytający za serce „Fehu”, nieśmiertelny „Helvegen” i wykonana w duecie na bis „Voluspá” znana z serialu Wikingowie). 

Kvitrafn jak zawsze czarował nie tylko swoim głębokim, pełnym pasji i emocji głosem, lecz także grą na lirze norweskiej, kozim rogu, tagelharpie oraz historycznych instrumentach perkusyjnych. Wtórował mu Bjornson, wspierając w chórkach i prezentując porywające gitarowe partie. Towarzyszyli im na scenie skrzypaczka, klawiszowiec i śpiewający perkusista. Kwintet stworzył zgrany skład, który dał z siebie wszystko. Einar śpiewał i grał jak natchniony, przywołując ducha legendarnych opowieści i tradycji osadników z norweskiego wybrzeża w okolicach Bergen. Słuchając jego interpretacji nie sposób było nie wyobrażać sobie podróży przez norweskie wybrzeże. Lekkość folkowych melodii kontrastowała z mrokiem doom metalowych gitar, dynamiką bębnów i klawiszowymi pejzażami. 


Kilka godzin przed koncertem na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyło się zamknięte dla widzów z zewnątrz spotkanie studentów z Einarem i Ivarem, podczas którego uczestnicy mogli dowiedzieć się więcej o norweskiej historii, tradycji i inspiracjach, którymi kierują się muzycy przy tworzeniu dźwięków zarówno w ramach wspólnego projektu jak i komponowaniu materiału macierzystych zespołów. Namiastki tego wykładu mogli doświadczyć później wszyscy fani uczestniczący w koncercie. 


Einar Selvik posiada niezwykłą zdolność opowiadania i skupiania uwagi słuchaczy. Pomiędzy prezentowanymi utworami skrupulatnie przybliżał początki projektu, znaczenie niektórych kompozycji oraz podkreślał wagę skandynawskiej tradycji. Mówił między innymi o nieustającej migracji ludzkości puentując, że proces ten toczy się od momentu pojawienia się człowieka na ziemi i jest zupełnie naturalny, więc nie należy się go bać, o ludzkich uczuciach zapowiadając „Skuggsję”, tj. „lustro”, o poczuciu straty kogoś bliskiego, o tęsknocie, a także o znaczeniu śmierci i wierzeniach z nią związanych przywołując przykład podróży na Świętą Górę. Dzielnie wspierał go Bjornson, który zapowiadając „Nordvegen” żartował, że Oslo nie należy do obszaru rdzennych ziem norweskich, a obecnych na koncertowej sali przedstawicieli norweskiej ambasady poprosił o chwilowe zaprzestanie słuchania. 


Muzycy w trakcie występu szczerze przyznawali, że jest to dla nich wyjątkowy wieczór, okazując wdzięczność fanom za wsparcie i gorące owacje, które z utworu na utwór stawały się coraz bardziej entuzjastyczne. Klub Studio był tego wypełniony po brzegi, co tylko spotęgowało doskonałą atmosferę. Uśmiech nie schodził z twarzy artystów, którzy wzruszeni długo kłaniali się fanom po zakończeniu koncertu. 

Po emocjach muzycznych nadarzyła się okazja, by zakupić pamiątkowe koszulki, płyty i plakaty, a nawet tradycyjne instrumenty, których wystawę można było podziwiać przy wejściu do Studia. Najwytrwalsi fani, którzy cierpliwie wyczekali pod klubem prawie półtorej godziny zostali nagrodzeni bardzo hojnie. Szykujący się do podróży do Pragi muzycy wyszli przywitać się z nimi, zamienić kilka słów, zrobić wspólne zdjęcia i podpisać płyty. Było to idealne dopełnienie przepięknego spotkania z artystami i ich oryginalną twórczością. 

Poczytaj także, jak było na koncercie Wardruny w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim i sprawdź, jakie koncerty jeszcze przed nami w 2019 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz