poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Jarboe - Illusory (17.04.2020)

Jarboe - Illusory

Delikatne dźwięki fortepianu, szczypta elektroniki i śpiew na głosy - tak w telegraficznym skrócie prezentuje się zawartość nowego solowego albumu Jarboe. Artystka znana bliżej z działalności w ramach grupy Swans tym razem podjęła próbę interpretacji postrzegania rzeczywistości z perspektywy buddyzmu. Efektem jej działań jest płyta eksperymentalna, lecz bardzo klimatyczna.



Brzmi zagadkowo? Taki jest ten album - pełen niejednoznaczności, niezwykle tajemniczy i bardzo eteryczny. Siedem kompozycji łączy się w spójną całość - rozmarzoną i hipnotyczną, stwarzającą wrażenie balansowania na granicy jawy i snu, taką, gdzie złudzenia spotykają rzeczywistość. Czy bliżej mu do neoklasyki, ambientu, a może drone'u trudno oceniać, a właściwie nie ma to sensu.

Jest tu trochę mroku i niepokoju, przeważa jednak lekkość i pewnego rodzaju magia. Artystka eksperymentuje z głosem i bawi się formą, a jej niemal anielski śpiew najbardziej wyraźny w "Cathedral" i "Flight" przyprawia o dreszcze. Przykładem czystego piękna zawartego w dialogach fortepianowo-wokalnych  jest nagranie tytułowe. To pewnego rodzaju przeciwwaga dla elektronicznego "Arrival". Klasycznie i eterycznie robi się w "Into The Arms Of Sleep" czy końcowym "Man Of Hate", nasyconym jednak nieco większym ładunkiem "ciemności.  Transowa repetytywność i atmosfera bliska twórczości Swans są zaś domeną "Nourish".

Jarboe śmiało pogrywa z emocjami odbiorcy. "Illusory" to album, który najlepiej brzmi po zmroku, w całkowitej ciemności, otulając słuchacza na zmianę ciepłem i przeszywającym chłodem, kojąc nerwy, a po chwili wywołując niepokój. Kulminacja emocji następuje na samym końcu - całość wieńczy całkowicie niespodziewany aplauz publiczności i jeszcze bardziej zaskakujące trzaski i przestery, pozostawiające słuchacza w zawieszeniu. Pojawia się pytanie, czy to, co właśnie usłyszeliśmy zostało poprawnie zinterpretowane. To świetny moment, by włączyć tę płytę ponownie...

Trudno w to uwierzyć, ale to trzydzieste trzecie dzieło Amerykanki. Nie jest wybitnie długie, lecz niezwykle treściwe. Spodoba się przede wszystkim fanom jej twórczości oraz osobom ceniącym w dźwiękach głównie klimat i emocje. Jeśli należysz do jednej z grup i masz trochę czasu i ochoty, by posłuchać nowych dźwięków, poświęć temu albumowi co najmniej kilka odsłuchów, by odkryć tajemnice, które skrywa. Wtedy okaże się, że oklaski, które wieńczą dzieło są w pełni zasłużone.

87%

Posłuchaj płyty: Jarboe - Illusory