piątek, 28 grudnia 2018

ZAGINIONE PŁYTY 2018 - SUPLEMENT


Tym razem to już ostatnia tegoroczna odsłona zaginionych płyt. Jak to zwykle bywa przy poszukiwaniach nowości pozostało jeszcze kilkanaście pozycji, które umknęły mi w momencie premiery oraz takich, które musiały poczekać na swój czas. Tym razem jest to zbiór albumów z całego roku - stylistycznie bardzo zróżnicowany, ale mający jeden wspólny mianownik - to po prostu warta uwagi muzyka.






Jack White - Boarding House Reach (23.03.2018)

Jack White - Boarding House Reach
To jedna z tych płyt, które musiały poczekać w moim zbiorze na swój czas i obiektywną ocenę. Przyznam, że nie mogłam przekonać się do niej aż do momentu koncertu w gdyńskiej arenie w październiku, gdy usłyszałam kilka nowych nagrań na żywo.

Jack White nie musi już nic nikomu udowadniać i ma pełne prawo grać to, na co ma ochotę - niezależnie od tego, czy spodoba się to jego fanom, czy też spotka się z falą krytyki. Jego trzeci album solowy jest jak kij wsadzony w mrowisko - nie ma tu zbyt wielu hitów, chwytliwych radiowych utworów może poza lekką country-balladą "Connected By Love" oraz charakterystycznym dla White'a kipiącym gitarową energią "Over and Over and Over".

Są natomiast eksperymenty z hip-hopem, afrykańskimi rytmami, elektroniką, wokalne odjazdy oraz…komercyjny pop, wśród który ciężko znaleźć wspólny mianownik poza tym, że jest to ewidentna zabawa artysty z dźwiękiem i różnymi konwencjami. Zachowana została natomiast spójność w warstwie wizualnej - podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich solowych wydawnictw utrzymana jest w tonacji czarno-niebieskiej. To wciąż Jack White, choć już nie tak przebojowy i charakterystyczny, jak kiedyś, wciąż jednak zaskakujący, ekscytujący i jedyny w swoim rodzaju. Ciekawe, w którą stronę skieruje swoją twórczość na kolejnej płycie.

Messa - Feast For Water (6.04.2018)

Messa - Feast For Water  
Mrok, niepokój, tajemniczość, mistycyzm, subtelność i eksperymenty to elementy składowe drugiego, świetnego albumu włoskiego kwartetu Messa. Nazwa zespołu pochodzi od nazwiska basisty i gitarzysty zespołu, Marco Messy. Ponadto kwartet tworzą wokalistka Sara, gitarzysta prowadzący Alberto oraz perkusista Mistyr.

Sennie płynące doom-metalowe melodie kontrastują tu z gitarowym uderzeniem, progresywnymi solówkami, odrobiną jazzowych improwizacji i drone'owymi przesterami, wprowadzając słuchacza w trans i sprawiając, że po wybrzmieniu ostatniej nuty chce się wyruszyć w tę mroczną wędrówkę ponownie. Na tle zróżnicowanych brzmień instrumentów błyszczy wokal Sary, która z łatwością przechodzi od lekkich subtelnych partii w pełen emocji krzyk.

To płyta, która może spodobać się fanom niemieckiego Bohren & Der Club Of Gore, lecz także narastającego napięcia i hipnozy charakterystycznych dla twórczości Swans i Neurosis oraz klimatu twórczości włoskiego kompozytora Angelo Badalamenti'ego. Po hałaśliwych eksplozjach następują momenty wyciszenia, które wprowadzają w trans, by za chwilę wybudzić ze snu kolejnym szalonym sprzężeniem i krzykiem. Warto zatrzymać się na chwilę i dać się porwać tym zaskakującym dźwiękom.

Cereus - Dystonia (24.04.2018)

Cereus - Dystonia
Brzmienia oscylujące na pograniczu rocka i metalu progresywnego zostały w ostatnich latach wyeksploatowane do granic możliwości i znalezienie obecnie płyty godnej uwagi w tym kręgu jest coraz trudniejszym zadaniem. Debiutancki album warszawskiego kwintetu, po który sięgnęłam po udanym koncercie w Legionowie przed Amarokiem i Colinem Bassem to ciekawa koncepcyjna muzyczna opowieść o meandrach życia, zamknięta w całość fragmentami "Rozprawy O Metodzie" Kartezjusza.  To podróż do świata jednostki zagubionej, zamkniętej we własnej samotności, niepewnej swego, niespokojnej, rozczarowanej zastanym stanem rzeczy i tęskniącej za miłością.

Dziesięć kompozycji płynnie łączy się ze sobą czarując gitarową energią, melancholijnymi pejzażami i metalowym uderzeniem. Michał Dąbrowski dysponuje wyrazistym głosem, dzięki czemu albumu słucha się z przyjemnością, poddając się jego mrocznej atmosferze. To dobra propozycja dla fanów Tool, A Perfect Circle i Katatonii.

Posłuchaj: Cereus - Icarus


Árstíðir - Nivalis (22.06.2018) 

Árstíðir - NivalisObchodzący w tym roku dziesięciolecie działalności zespół, któremu przewodzi Ragnar Olafsson uwielbia zaskakiwać. Nowy album Islandczyków wymyka się gatunkowym klasyfikacjom, łącząc lekkie melodie o folkowym zabarwieniu z popową przebojowością, szczyptą elektroniki, muzyki klasycznej i indie rocka. Gitara akustyczna, instrumenty smyczkowe, klawisze i przede wszystkich świetnie współbrzmiące głosy muzyków tworzą unikalny klimat, który dobrze wpisuje się w melancholijny czas jesieni i zimy, skłaniając słuchacza do refleksji, relaksując i wyciszając. Szkoda jedynie, że zespół nie mógł zdecydować się na wybór języka. Kompozycje zarówno po angielsku jak i po islandzku brzmią dobrze, jednak album całościowo zyskałby więcej spójności, gdyby wybrano narrację w jednym języku. 

Posłuchaj: Arstidir - Nivalis


Holy Fawn - Death Spells (14.09.2018)

Holy Fawn - Death Spells
Post metalowe ściany dźwięku, shoegaze’owe sprzężenia gitar, dream popowe rozmarzone melodie, szczypta indie rocka, elektroniki, odrobina psychodelii – czy da się połączyć tak różnorodną stylistykę na jednym albumie, nie męcząc słuchacza kakofonią brzmień i nie osiągając niebezpiecznej granicy kiczu? Ta trudna sztuka udała się Amerykanom z Holy Fawn. 

Muzyka zawarta na “Death Spells” jest jak zderzenie dwóch żywiołów – wody i ognia – metalowy mrok równoważy post rockowe narastanie napięcia oraz subtelne, dream popowe partie.  Delikatny, ocierający się o falset wokal przywodzący na myśl barwę głosu Jonsi’ego kontrastuje tu z growlem i mrożącymi krew w żyłach black metalowymi krzykami. Co ciekawe, za oba rodzaje śpiewu odpowiedzialny jest wszechstronny wokalista Ryan Osterman. 


Dźwięki płyną, ścierają się ze sobą, lecz zamiast wykluczać się, doskonale się uzupełniają, budując niepowtarzalny klimat albumu. Jest w twórczości zespołu coś wyjątkowego, co sprawia, że chce się do niej wracać wielokrotnie, odkrywając warstwa po warstwie nowe brzmienia i znaczenia. To muzyka, która z wyciszonej i delikatnej niczym mały jelonek z zespołowej nazwy z biegiem czasu staje się mroczna i pełna mocy. Ciekawa jest już sama droga artystyczna zespołu – na debiutanckim wydawnictwie Osterman i przyjaciele brzmieli jak wypadkowa stylu Beach House i Wild Beasts, by dwa lata później ewoluować w okolice stylistyki charakterystycznej dla Slowdive i Cocteau Twins, którzy połączyli siły z Sigur Ros, Sleep Party People, Alcest i Deafheaven, korzystając z kosmicznej energii Australijczyków z Tame Impala


Post metalowa jazda bez trzymanki i ulotna melodia rozpoczynającego wydawnictwo “Dark Stone”, dream-popowo - post rockowy “Arrows”, ujmujący przestrzennością “Drag Me Into The Woods”, psychodeliczno-taneczny “Yawning”, czy klasycznie post rockowy “Same Blood” to tylko niektóre fragmenty tej pięknej płyty – tajemniczej i pełnej emocji. Co jest dalej przekonacie się sami. 

Posłuchaj: Holy Fawn - Death Spells 


Entropia - Vacuum (28.09.2018) 

 
Entropia - Vacuum Sześć kompozycji zalewających mrokiem, przyprawiających o dreszcze i wwiercających się w umysł - tak brzmi nowy album  oleśnickiej Entropii. Zespół na swoim trzecim wydawnictwie zdefiniował swoje brzmienie od nowa, kierując się w stronę otwartych improwizowanych form, eksperymentów z elektroniką i wprowadzając post metal na nowe, jeszcze nieodkryte przez innych artystów szlaki.

Jest w tej muzyce pewien rodzaj niepokoju, którego chce się doświadczać wielokrotnie. To album, który odkrywa się z każdym kolejnym odsłuchem na nowo, poddając się hipnotyzującym dźwiękom i wpadając w trans. Od piętnastominutowego "Poison" aż po wieńczący całość "Endure" nie przestaje się tańczyć. Nadal są tu przeszywające wrzaski, blasty i ciężkie riffy, zostają one jednak podlane psychodelicznym sosem ze szczyptą orientalnych przypraw. Utwory rozpędzają się do szaleńczego tempa, by chwilę później zwolnić i oczarować słuchacza mroczną, doom-metalową melancholią.

Dla niezaprawionych w odkrywaniu nowych ekscytujących muzycznych połączeń może być to przeprawa nie do przejścia, jednak każdy odważny słuchacz po kilku podejściach doceni oryginalność zespołowej twórczości. Warto sprawdzić, jak muzycy prezentują się na żywo - bez zbędnych ozdobników potrafią zahipnotyzować widza sączącą się ze sceny dźwiękową lawą. To bez wątpienia jedna z najlepszych polskich płyt 2018 roku.

Posłuchaj: Entropia - Vacuum


Marissa Nadler - For My Crimes (28.09.2018) 

Marissa Nadler - For My Crimes
Amerykańska artystka obdarzona bardzo przyjemnym głosem i specjalizująca się w mrocznej odmianie folku powraca z ósmym już albumem studyjnym. Wciąż czaruje i wzrusza.  Jak sama tłumaczy jest to gorzka refleksja na temat tego, że miłość może nie wystarczyć, by utrzymać związek dwojga osób o odmiennych zainteresowaniach i życiowych potrzebach. W akustycznych balladach dzieli się osobistymi przeżyciami i emocjami, dzięki czemu jest w swojej twórczości bardzo wiarygodna. To nastrojowa płyta zdecydowanie nie na każdy dzień, jednak gdy trafi na podatny grunt, zostanie w głowie na długo. 

Latające Pięści - Procedury Wewnętrzne (5.10.2018) 


Latające Pięści - Procedury Wewnętrzne"Zespół Latające Pięści powstał z potrzeby. Tą potrzebą było machanie pięścią. Ale nie byle jakie machanie - machanie rytmiczne, szamańskie, przekazujące treść swym machnięciem. Treść manifestacyjną…buntowniczą…twórczą…". Po takiej zapowiedzi właściwie już wiadomo, czego można spodziewać się po debiutanckim albumie warszawskiego tria, które tworzą wokalista So Slow Maciej Głowacki, śpiewający perkusista zespołu Amarok Paweł Kowalski oraz śpiewający basista Mateusz Urbański. Na pewno nie będzie banalnie, bez znaczenia i typowo.

 
Sami muzycy o sobie mówią tak: "Nie jesteśmy kumplami z podwórka. Nie jesteśmy kolegami z pracy. Wielkie to ryzyko nazwać się i określić. CHCEMY BYĆ PO PROSTU! To, że spotkaliśmy się gdzieś kilka lat temu to tylko określenie miejsca w czasie. Jesteśmy poza czasem. Jesteśmy poza gatunkami muzycznymi. Gdyby nas nie było, trzeba było by nas wymyślić. Jest nas trzech, a to święta cyfra. Każdy z nas jest inny, a to świetna zaleta. Naszym językiem atomowa wibracja basu. Naszym wyznaniem wiary eksplozja rytmu. Naszą twarzą nasze słowa." 

"Procedury Wewnętrzne" to zaskakujące wydawnictwo. Oszczędne instrumentarium zbudowane przede wszystkim z sekcji rytmicznej i szczere, wyraziste teksty trafnie puentujące otaczającą nas rzeczywistość przywołują na myśl atmosferę albumów Cool Kids Of Death sprzed ponad dekady.  To świetna płyta, które należy poświęcić co najmniej kilka odsłuchów, by wyłapać wszystkie językowe zabawy i smaczki. Z ciekawostek muzycznych jest tu także wynik współpracy muzyków z folkowym zespołem Kipikasza ("Raz Dwa Trzy") oraz psychodeliczne fragmenty, takie jak np. "Procedura 2",  "Morda", czy "Nauki Dnia". 

Nieważne, czy jest to ekstremalny pop, progresywny punk, czy może jakiś inny gatunek. Ważne jest to, co ci Panowie chcą przekazać. Mają bardzo dużo do powiedzenia - o korporacyjnej rzeczywistości, o procedurach i układach, braku znaczenia życiowych wartości, poczuciu bezradności, wszechobecnej nienawiści, o ludzkich słabościach i zmaganiach z przytłaczającą codziennością. To płyta portretująca współczesnego człowieka, która naprawdę daje do myślenia.

Posłuchaj: Latające Pięści - Korpokrólewna


Daughters - You Won't Get What You Want (26.10.2018) 



Daughters - You Won't Get What You Want
Najbardziej wymagający album roku? Niewykluczone, że zostanie nim najnowsze wydawnictwo Daughters. Jedno jest pewne – to płyta, która już po pierwszym kontakcie nie pozwala o sobie zapomnieć…

Nikt nie gra jak Daughters. Żaden inny zespół nie odważył się połączyć takich stylów, jak mathcore, noise rock, hip hop i metal, dodając do tego odrobinę bluesowej melodyki. Muzyka, która w ten sposób powstała jest radykalna, bezkompromisowa i nieprzewidywalna. Nie każdemu przypadnie do gustu, gdyż zgodnie z  tytułem albumu słuchacz nie otrzymuje tego, co by chciał. Już samo spokojne wysłuchanie albumu w całości jest już ogromnym wyzwaniem, wystawiającym na próbę emocje słuchacza. To twórczość, która może doprowadzić do szaleństwa, gdy nie jest dawkowana w odpowiednich ilościach.

Grozę budzi czarna okładka wydawnictwa, którą zdobi biała hipnotyzująca czaszka, wwiercająca się w podświadomość, gdy przygląda jej się zbyt długo. Album rozpoczyna się bardzo nieprzyjemnym, pełnym zgrzytów “City Song”, nie zwalniając tempa w “Long Road, No Turns”. Odrobina melodyjności i przystępności w postaci post punkowego motywu w “Satan In The Wait” równoważy trochę środek ciężkości, lecz nie na długo. Dalej dominują zgrzyty, przestery i agresja, gdzieniegdzie przeplatając się z ciekawymi partiami perkusji i bluesowymi melodiami.  


Jak przyznali muzycy w wywiadzie dla Noise Magazine ich twórczość jest wyrazem potrzeby przekraczania granic i tęsknoty za bezkompromisowością, której uosobieniem byli w latach siedemdziesiątych The Stooges. To w pełni wyjaśnia zawartość “You Won’t Get What You Want”. 


Julia Holter - Aviary (26.10.2018) 



Julia Holter - AviaryW dobie Internetu i łatwego dostępu do wszelkich treści ilość informacji dostających się do naszych umysłów jest przytłaczająca. Zalewa nas wszechobecny chaos i brak konkretów, w którym trudno jest odnaleźć własną drogę. Jak funkcjonować w gąszczu bzdur i setek możliwości wyboru?

Perspektywa życia w takiej rzeczywistości przeraziła amerykańską wokalistkę Julię Holter, która na swojej ósmej płycie wyraziła wspomniany chaos i obawy przy pomocy dźwięków oraz słów. Zainspirowana „Podróżą do Mount Tamalpais” Etela Adnana, tj. poetycką opowieścią o miłości do otaczającej przyrody zaprosiła swoich słuchaczy do „ptaszarni”. Podobnie jak w krainie zamieszkiwanej przez liczne gatunki ptaków, w muzyce Holter słyszalne są wpływy różnych gatunków, które łączą się w nietypową, pozornie sprzeczną, lecz spójną całość. Pop, jazz, awangarda, klasyka, elektronika – wszystko to współbrzmi ze sobą, nie kolidując. Kompozycje nie są typowymi piosenkami, lecz otwartymi formami, umożliwiającymi improwizacje i przearanżowanie.


Klimat podkreśla pełen melancholii i subtelności głos artystki oraz brzmienia fortepianu, instrumentów smyczkowych i pięknych melodii. „Aviary” to hołd złożony naturze – jej pięknu i majestatyczności, a jednocześnie wołanie o ocalenie tego, co ważne i wartościowe. 



Lycia - In Flickers (9.11.2018) 

 

Lycia - In Flickers
Założony trzydzieści lat temu amerykański zespół z Arizony to pionierzy stylu darkwave i mistrzowie klimatu. Jednym z ich najbardziej znanych fanów jest Trent Reznor. Eteryczne, pięknie współbrzmiące wokale Tary Vanflower i Mike'a VanPorfleeta i elektroniczne, klawiszowe pejzaże kreują tajemniczą atmosferę pełną pogłosów, zapętleń, dźwięków rodem z zaświatów i przeszywających szeptów, szmerów i szumów. Nie brakuje tu także shoegaze'owych partii gitar, post-rockowego narastania napięcia, tanecznych post-punkowych rytmów i snujących się sennie rozmarzonych melodii.

Na swojej jedenastej studyjnej płycie artyści prezentują ujmujące mroczną, tajemniczą aurą i zalewające słuchacza chłodem kompozycje, obok których nie da się przejść obojętnie. Najlepiej sprawdzają się późno w nocy. Otwierają dawno zapomniane ścieżki, przywołują głęboko skrywane wspomnienia, wlewają w serce nadzieję i oczarowują naturalnym pięknem.

Posłuchaj: Lycia - In Flickers


Czytaj więcej: 

Zaginione płyty 2018 styczeń - marzec: https://bit.ly/2CC8pEe
Zaginione płyty 2018 kwiecień - czerwiec: https://bit.ly/2TeKqjU
Zaginione płyty 2018 lipiec - wrzesień: https://bit.ly/2GKhgIi
Zaginione płyty 2018 październik – grudzień: https://bit.ly/2TcZizq

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz