sobota, 3 listopada 2018

Sylvaine - Atoms Aligned, Coming Undone (2.11.2018)


Samowystarczalni artyści komponujący niebanalną muzykę, piszący teksty do swoich utworów i samodzielnie je nagrywający zawsze budzili mój podziw i najwyższy szacunek. Przykładem takiej muzycznej Zosi-Samosi jest Norweżka Kathrine Shepard, występująca pod pseudonimem Sylvaine. Multiinstrumentalistka, wokalistka, kompozytorka, producentka i inżynier dźwięku podzieliła się właśnie ze słuchaczami swoim trzecim długogrającym albumem. 

Sylvaine jest przykładem artystki, która od dawna wiedziała do czego dąży i czym chciałaby zajmować się w życiu. Nie mogąc żyć bez słuchania muzyki i tworzenia własnych kompozycji zdecydowała się na działalność w branży. Po wielu latach współpracy z różnymi artystami i studiowania muzyki postanowiła rozpocząć pięć lat temu działalność solową, aby zyskać swobodę wyrazu i pełnię twórczej wolności. Podobnie jak Crippled Black Phoenix oraz Foscor powierzyła dystrybucję swoich dokonań amerykańsko-francuskiej niezależnej wytwórni Season Of Mist

Twórczość Norweżki jest niczym zderzenie dwóch światów - intymnego - wewnętrznego i wypełnionego chaosem zewnętrznego. Piękno i subtelność spotykają tu wszechogarniający niepokój i mrok, delikatność kontrastuje z szorstkością, światło z ciemnością, duchowość z cielesnością, wyciszenie z energią, a to, co osobiste napotyka na drodze to, co powszechnie dostępne. Nie inaczej jest na trzecim albumie artystki, który jest dla niej osobistym oczyszczeniem. 

Podczas odsłuchu "Atoms Aligned, Coming Undone" słuchacz doświadcza skrajnych emocji i zostaje wciągnięty w pasjonującą opowieść, pełną tajemniczości, melancholii, a zarazem nieposkromionej, dzikiej energii. Nastrojowe, delikatne wokalizy kontrastują z charakterystycznymi dla black metalu growlami i krzykami, dzięki czemu granice między gatunkami zostają zatarte. Post rockowe gitarowo-perkusyjne ściany dźwięku, galopady i gęste sekwencje instrumentalne toczą walkę z wręcz dream - popowymi, skłaniającymi do refleksji ulotnymi melodiami. 

Album wypełnia sześć łączących się ze sobą kompozycji, przywodzących na myśl dokonania Alcest i Deafheaven. Szczególnie trafnym zdaje się być pierwsze ze skojarzeń, gdyż Sylvaine nagrywała płytę we Francji, współpracując z liderem duetu, Stéphane Paut'em, bardziej znanym pod pseudonimem Neige, który wspomógł ją wokalnie oraz w kilku perkusyjnych partiach. Na bębnach zagrał także ojciec Kathrine, Stephen Shepard, który wspierał córkę także na dwóch poprzednich albumach. Sylvaine zagrała natomiast na wszystkich pozostałych instrumentach, włączając w to gitary, bas i klawisze. 

Artystka, jak sama przyznaje pragnie swoją twórczością poruszać ludzkie dusze i wzbudzać emocje, zwracając uwagę na ważne zagadnienia. Tym razem między dźwiękami postanowiła wyrazić swój niepokój dotyczący kondycji współczesnego świata oraz destrukcyjnej działalności ludzkości, niszczącej otaczające środowisko, relacje międzyludzkie oraz to, co zostało wypracowane przez przodków. Podkreśla też, że jest to płyta o zniewoleniu człowieka, który w pędzącym przed siebie świecie wciąż czegoś pragnie, nie wiedząc ostatecznie czego oczekuje i dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. Porównuje go do ćmy lecącej w kierunku światła i ślepo zmierzającej do samozagłady. 

Dualistyczny charakter albumu dopełnia także jego oprawa graficzna. Okładka płyty, przedstawiająca bryły przypominające poszarpane wybrzeża norweskich fjordów - pięknych, a zarazem niebezpiecznych, utrzymana jest w tonacji szarości, gdzie odcienie bieli zderzają się z czernią. Warto przyjrzeć się jej dokładniej, aby docenić precyzję i kunszt jej wykonania.

7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz