czwartek, 8 listopada 2018

Muse - Simulation Theory (9.11.2018)


Granica pomiędzy sztuką a kiczem bywa bardzo cienka. Zespołem, który balansuje na niej praktycznie od początku kariery jest Muse. Trio z Teignmouth od lat budzi skrajne emocje u słuchaczy i krytyków muzycznych – jedni chwalą ich za pomysłowość, ciągłe poszukiwanie nowych rozwiązań brzmieniowych i zgrabne łączenie różnych gatunków muzycznych, inni krytykują za wykorzystywanie ogranych patentów, czasem zbyt oczywiste nawiązania do twórczości innych zespołów i nadmierną patetyczność. Muzycy jednak konsekwentnie dążą do wyznaczonego sobie celu i z albumu na album zmieniają się jak muzyczny kameleon. Czym zaskoczyli na ósmym studyjnym wydawnictwie? 


Muse od blisko dwudziestu pięciu lat tworzy troje przyjaciół z czasów szkolnych – multiinstrumentalista, wokalista i kompozytor Matthew Bellamy, basista Chris Wolstenholme oraz leworęczny perkusista Dominic Howard.  Skład ten od początku istnienia zespołu. Pomysłowe gitarowe riffy i solówki, eksperymenty z elektroniką, charakterystyczne partie basu, wyrazista perkusja, orkiestracje, a przede wszystkim niepodrabialny, klikuoktawowy falset wokalisty stały się ich znakami rozpoznawczymi. W nagraniach zachowany był balans pomiędzy lekkością i przebojowością, a ambitnymi rozwiązaniami brzmieniowymi, dzięki czemu ich twórczość trafiła do milionów słuchaczy na całym świecie. 

Muzycy Muse zawsze lubili opowiadać spójne historie, w których przy pomocy zapadających w pamięć utworów i towarzyszących im obrazów starali się przekazywać ważne treści dotyczące globalnych problemów. Bellamy dał się poznać słuchaczom jako fan science – fiction, fizyki kwantowej, kosmonautyki i szalony propagator licznych teorii spiskowych. W swoich tekstach często nawiązywał do sytuacji politycznej na świecie, otwarcie pisząc o tym, co go denerwuje, czemu się sprzeciwia i co jest przyczyną jego wewnętrznego niepokoju. O czym tym razem postanowił opowiedzieć? 

Simulation Theory” dotyka nieco lżejszej tematyki niż kilka poprzednich płyt zespołu, skoncentrowanych na aspektach społeczno-politycznych. To synth-rockowa opowieść utrzymana w nurcie science-fiction, oparta na analizie tajników tak zwanej teorii symulacji. Według jej autora, Nicka Bostroma rzeczywistość, którą postrzegamy, jest jedynie symulacją, której nie jesteśmy świadomi. Zasugerował on, że jeśli możliwe jest stworzenie przy pomocy komputera wiernej symulacji cywilizacji, a nawet całego Wszechświata, a symulowani ludzie mogą doświadczać świadomości, to bardzo możliwym jest, że zaawansowane cywilizacje zamieszkujące np. wszechświaty równoległe, stworzyły nasz świat, w którym żyjemy. W tekstach jedenastu albumowych kompozycji fantastyka kontrastuje z realnymi odczuciami ludzkimi. Lirycznym łącznikiem z tematyką poprzedniej płyty zespołu, “Drones” jest “Something Human”, opowiadający o potrzebie miłości i szczerych uczuć, natomiast pierwszy zaprezentowany singiel z płyty, “Dig Down” jest następstwem reakcji wokalisty na Brexit. W tekstach pozostałych utworów nie brakuje także odniesień do ludzkich odczuć i emocji. 

W warstwie muzycznej w porównaniu z poprzednimi albumami nieco się zmieniło. Agresywne gitarowe riffy i basowe galopady przywodzące na myśl twórczość Rage Against The Machine ustąpiły miejsca syntezatorowym eksperymentom. To najbardziej przebojowy i najbardziej “amerykański” album Muse. Stadionowy rock przypominający Queen i U2 łączy się tu z modnymi popowo-elektronicznymi brzmieniami z elementami hip hopu. Znany z kontrowersyjnych poglądów lider zespołu przyznał w wywiadzie dla BBC, że nowe brzmienie jest wynikiem malejącej popularności instrumentu najbardziej kojarzonego z muzyką rockową, tj. gitary elektrycznej. Dodając kontrowersyjnie, że cieszy go ten fakt rozwinął swoją myśl następująco: "Najbardziej ekscytujące dziś jest to, że można mieszać klasykę, hip-hop i rocka w jednej piosence."

Zmienił się także pomysł na rejestrację materiału. Tym razem zamiast skoncentrować się na nagraniu od razu całości albumu, muzycy etapowo pracowali nad poszczególnymi kompozycjami. Dzięki temu mogli pochylić się nad każdym z utworów bardzo skrupulatnie, czego efektem są alternatywne wersje niektórych nagrań, zamieszczone na edycjach deluxe oraz superdeluxe. Album został wyprodukowany przez zespół we współpracy z czterema producentami – Richem Costey, który pracował z Muse nad “Absolution” i “Black Holes And Revelations”, Mikiem Elizondo, który zagrał na klawiszach w “Dig Down”, pochodzącym ze Szwecji Shellbackiem i amerykańską gwiazdą Timbalandem, wyznaczającym obecnie produkcyjne trendy. 

Mimo znaczących stylistycznych innowacji wciąż jednak słychać, że mamy do czynienia z twórczością Muse. W utworach, nad którymi pracował z muzykami Costey wyraźnie słyszalne są nawiązania do ery “Absoulton” i opartych na fortepianowych klasycznych partiach oraz podniosłym wokalu kompozycji “Apocalypse Please” oraz wieńczącego album “Ruled By Secrecy”. Tak jest między innymi w rozpoczynającym "Simulation Theory" "Algotithm", następującym po nim "Darkside" i świetnym finałowym "The Void". Charakterystyczne dla Muse gitarowe riffy zostały zastąpione elektronicznymi beatami i przesterami, jednak sam zamysł kompozycyjny pozostał bardzo podobny.  Nie znaczy to jednak, że album jest zupełnie pozbawiony gitar - są świetnie wkomponowane chociażby w "Pressure", "Darkside", "Thought Contagion" i "Blockades".

Momentami nawiązania do poprzednich dokonań zespołu są zbyt oczywiste. Denerwujące jest wręcz bliźniacze podobieństwo singlowych "Dig Down" do "Madness" z "The 2nd Law" oraz "Something Human" do "Where The Streets Have No Name" U2. Nie do końca udane są także utwory najbardziej utrzymane w klimacie amerykańskiego popu, w szczególności "Get Up And Fight" z paskudnym disco-wstępem, kiczowatymi chórkami i irytującym refrenem budzącym skojarzenia z Thirty Seconds To Mars. 

Syntezatorowe taneczne, pulsujące brzmienia obroniły się natomiast we wstępie świetnie rozwijającego się "Blockades", który z przypominającej utwory Daft Punk elektro-melodyjki staje się stadionowym hymnem na miarę Queen, a także w utworze "Propaganda" ocierającym się o muzykę Prince'a i Justina Timberlake'a. Ciekawy jest też hip-hopowy "Break It To Me". 

Z warstwą muzyczną i tekstową korespondują zaś towarzyszące albumowi obrazy. Okładkę albumu zaprojektował Kyle Lambert, który współpracował przy telewizyjnej produkcji “Stranger Things” Została wykonana nietypowo – narysowana specjalnym ołówkiem na iPadzie Pro. Do promujących płytę utworów nakręconych zostało pięć spójnych tematycznie teledysków, które wyreżyserowali Miike Snow oraz Twin Shadow. Utrzymane są one w konwencji popularnych filmów i teledysków złotej ery muzyki tanecznej, tj. lat osiemdziesiątych i nawiązują do flagowych tytułów popkultury takich jak “Powrót do Przyszłości”, “Gwiezdne Wojny”, “Pogromcy Duchów”, czy teledysku do hitu “Thriller” Michaela Jacksona, które zauważalne są szczególnie w video do “Thought Contagion”, pokazującym Muse jako zespół mający dystans do własnej twórczości. Jednocześnie przebojowo i nostalgicznie jest zaś w teledysku do "Pressure". Muzycy powracają tu do czasów zespołowych początków, gdy nazywali się Rocket Baby Dolls i występowali na lokalnych imprezach w pobliżu rodzinnego Teignmouth. 

Trudno jednoznacznie ocenić "Simulation Theory", gdyż przyjęta przez zespół albumowa konwencja w pewnym sensie wymusiła przebojowe, niebezpiecznie ocierające się o komercyjny kicz brzmienie. Z drugiej jednak strony jest to bardzo spójna płyta, która poszerza zespołowe muzyczne horyzonty i jest dowodem na to, że Muse to muzyczna hybryda, która nie bojąc się nowych wyzwań może obronić swoją twórczość w praktycznie każdym gatunku muzycznym i zarazić swoją muzyką kilka pokoleń fanów. 

W 2019 roku minie dwadzieścia pięć lat od powołania Muse do życia i dwadzieścia od wydania debiutanckiego albumu “Showbiz”, na którym introwertyczni jeszcze wtedy chłopcy próbowali znaleźć własny muzyczny język. Dziś zespół, który w 1994 roku wygrał lokalny konkurs dla debiutantów pod nazwą “Battle Of The Bands” (do dziś w Internecie można znaleźć koszmarnej jakości nagrania z tych czasów) bez problemu zapełnia hale i stadiony na całym świecie. Z pewnością wyprzeda także nadchodzącą trasę koncertową, w ramach której zawita do Polski już 22 czerwca odwiedzając krakowską Tauron Arenę.

5/10 

Posłuchaj fragmentu: Muse - Pressure

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz