niedziela, 14 października 2018

Walfad - Colloids (12.10.2018)


Droga do zaistnienia na stałe w świadomości szerszej publiczności jest niejednokrotnie dla młodych muzyków długa i wyboista. Jednym udaje się pokonać ją z sukcesem, inni z różnych przyczyn rezygnują na którymś z etapów. Przykładem zespołu mozolnie dążącego do celu jest pochodzący z Wodzisławia Śląskiego Walfad, dla którego szansą na większą rozpoznawalność stała się wspólna trasa z Riverside. Wraz z jej początkiem zbiegła się data premiery "Colloids", czwartego wydawnictwa grupy obecnie występującej jako kwintet.  



Walfad to żartobliwy skrót od angielskiego wyrażenia We Are Looking For A Drummer. Nazwa ta została zainspirowana prawdziwą historią i problemem, z którym musieli zmierzyć się muzycy, nie mogący znaleźć pasującego do zespołowego stylu gry perkusisty. Liderem grupy jest Wojciech Ciuraj – wokalista i gitarzysta o szerokich muzycznych horyzontach, czemu dał dowód na solowej płycie "Ballady Bez Romansów" (recenzja). Oprócz niego w skład zespołu wchodzą gitarzysta prowadzący Paweł Krawiec, klawiszowiec Dariusz Tatoj, basista Radosław Żelazny i perkusista Jakub Dąbrowski. 

"Colloids" to wieloznaczna opowieść o koniunkturalizmie i życiu we współczesnym świecie, gdzie dostęp do wartościowych informacji jest utrudniony. Toczy się w nim ciągła walka o stanowiska, o przetrwanie, a wyścig szczurów powoduje, że nie ma miejsca na refleksje. To także historia wewnętrznej walki, by móc pozostać w pełni sobą i odnaleźć się w niełatwej rzeczywistości. W warstwie lirycznej albumu bunt ściera się z subtelnością i delikatnością charakterystyczną dla dotychczasowych dokonań zespołu. 

Podobnie jak na poprzednich płytach wszystkie kompozycje zostały zaśpiewane w całości w języku polskim, za co autorowi należy się szacunek, gdyż wymaga to dużo większej odwagi niż układanie tekstu po angielsku. W tym przypadku zastanawiające jest jednak nadanie albumowi angielskiego tytułu.  Ciuraj śpiewa w charakterystyczny dla siebie, bardzo poetycki sposób, wkładając w to całe swoje serce. Jego wokal nie jest jednak wiodący, a raczej pełni rolę jednego z instrumentów budującego dekadencki i buntowniczy klimat całości. 

W warstwie muzycznej płyty dzieje się bardzo dużo. Siedem kompozycji pełne jest zaskakujących i nagłych zwrotów akcji. Brzmienia znane z poprzednich albumów kontrastują tu z blues-rockową energią i jazz-rockowymi improwizacjami. Album rozpoczyna hipnotyzujące instrumentalne dwuminutowe "Intro", po którym następuje bluesowy "W Kotle" z chwytliwym gitarowym riffem i ciekawą solówką Pawła Krawca. W trzeciej kompozycji, "Synowie Syzyfa" uwagę zwraca perkusyjna podstawa i partia na mandolinie.

Punktem kulminacyjnym zdaje się być ponad dziesięciominutowy, najdłuższy na albumie utwór tytułowy, rozpoczynający się refleksyjną melodią gitary. Po kilku minutach następuje zwrot akcji - kompozycja nabiera energii w postaci dołączającej partii klawiszy i bębnów. W dalszej, eksperymentalnej części intryguje post rockowe, gitarowo-perkusyjne budowanie napięcia, które stopniowo ustępuje miejsca balladowej końcówce. Bardzo melodyjna jest singlowa "Rdza", którą dodatkowo wyróżnia kolejna interesująca solówka Pawła Krawca. Przedostatnie "Brudne Pisanie" to natomiast kwintesencja buntu w punkowo-balladowej formie. Marszowy rytm i agresywne riffy kontrastują w nim z delikatnymi progresywnymi gitarami. Album wieńczy zaś nostalgiczna kompozycja "Chodzić Po Wodzie". 

Czwarta płyta Walfad jest wypadkową pomiędzy rockową energią, melancholią i ocierającymi się o jazz gitarowymi improwizacjami, które podane są słuchaczowi w dobrze wyważonych proporcjach. To także płyta zawierająca ważny przekaz, który dzięki temu, że znajduje się w wersach zaśpiewanych po polsku ma szansę dotrzeć do szerszej publiczności. To zespołowy krok naprzód, otwierający dla muzyków nowe terytoria.