poniedziałek, 15 października 2018

Riverside - Wasteland Tour 2018, Gdańsk, B90 / Poznań, Tama, 12 - 13.10.2018


Fani Riverside są jak duża rodzina, która regularnie spotyka się na koncertach ukochanego zespołu, by wspólnie przeżywać emocje z nimi związane – do takiego wniosku można było dojść obserwując wydarzenia toczące się w piątkowy wieczór w gdańskim B90 oraz sobotni w poznańskiej Tamie. Po empikowych spotkaniach z cyklu „Meet & Greet” przyszedł czas na polską część europejskiej trasy Wasteland Tour, która rozpoczęła się w miniony piątek w jednym z największych polskich koncertowych klubów. 




Każdy, kto miał nadzieję na zakup biletów w dniu wydarzenia bardzo srogo się rozczarował – wejściówki zarówno na gdański jak i poznański występ na kilkanaście dni przed terminem zostały wyprzedane.  Nie ma w tym nic zaskakującego – "Wasteland" już w dniu premiery rozszedł się w ogromnej liczbie egzemplarzy zarówno w wersji kompaktowej, jak i winylowej, kilkanaście dni później stając się najchętniej kupowaną płytą w Polsce. 

Stęsknieni za muzykami sympatycy wyrafinowanych dźwięków o progresywnym zabarwieniu już na ponad godzinę przed otwarciem bram gromadzili się licznie pod drzwiami obu klubów, w pełnym radości napięciu oczekując na rozpoczęcie wydarzeń i zastanawiając się, co usłyszą i zobaczą tym razem. Tuż przed trasą lider zespołu, Mariusz Duda bardzo intrygująco zapowiadał zmiany i dotrzymał słowa - było inaczej niż dotychczas - bardzo widowiskowo i bardzo ciekawie. 

Riverside to perfekcjoniści. Zespół bardzo skrupulatnie przygotował się do występów, zabierając ze sobą nie tylko własnego dźwiękowca, lecz także całe oświetlenie i nagłośnienie sceny, które przed każdym koncertem było montowane w klubie. Sami muzycy szczególnie przed gdańskim występem przeprowadzili bardzo długą próbę, wnikliwie analizując układ setlisty i dopracowując aranżacje kompozycji tak, aby starsze nagrania były spójne zarówno muzycznie jak i lirycznie z koncepcją albumu "Wasteland". Wszyscy, którzy zjawili się w B90 i Tamie poza praktycznie wszystkimi nowymi utworami z drobnym wyjątkiem, o którym później, usłyszeli dawno niewykonywane na żywo trzy kompozycje z "Out Of Myself", a także reprezentantów kolejnych albumów poza "Shrine Of New Generation Slaves". Wspaniałym zaskoczeniem była również fantastyczna aranżacja "Forgotten Land". Wykonanie utworów z fonograficznego debiutu miało dodatkowo symboliczny wydźwięk nawiązujący do początku nowego zespołowego rozdziału. 

Co więcej, z tyłu sceny pojawiły się dwa ekrany, na których wyświetlały się wizualizacje, a fragmenty występu rejestrował kamerzysta. Artyści poprosili też fanów o nieużywanie telefonów komórkowych, nie zakazując tego całkowicie jak Jack White czy King Crimson, lecz odwołując się do dobrego wyczucia i nie nagrywania występu wątpliwej jakości sprzętem i odbierania przyjemności słuchania innym uczestnikom wydarzenia. Dźwięk podczas obu występów pozostawał bez zarzutu, co sprawiło, że można było w pełni cieszyć się toczącymi się na scenie wydarzeniami. 

Wprowadzeniem do obu ponad dwugodzinnych koncertów była hipnotyzująca ścieżka dźwiękowa. Skrzek ptaków, dźwięki skrzypiec, szczypta elektroniki i psychodeliczne szumy bardzo dobrze wprowadziły w pustynny, post apokaliptyczny klimat wieczoru. Po klikunastominutowym transie następowało potężne uderzenie w postaci "Acid Rain" i "Vale Of Tears", a później na zmianę starsze i nowsze nagrania - każde z nich w pełnej energii aranżacji, gdzie zamiast charakterystycznego dla rocka progresywnego dialogu instrumentów dominowały mocne basowe riffy, perkusyjne galopady, klawiszowe szaleństwa oraz podkreślające atmosferę ciekawe partie gitar, nawiązujące do dynamiki utworów z pierwszej zespołowej trylogii "Reality Dream" oraz albumu "Anno Domini High Definition". 

Takie brzmienia stanowiły świetną podstawę do wspólnej zabawy publiczności, która chętnie reagowała na zachęty muzyków do rytmicznego klaskania czy machania głowami. Fani stali się także bardzo pomocnym wsparciem wokalnym dla Mariusza, z ochotą przyłączając się do chóralnego odśpiewania "ooo", "aaa" czy też wybranych wersów np. kompozycji "Lost" czy kultowego już refrenu "O2 Panic Room". Szczególnie udanie wypadła współpraca w Poznaniu, gdzie dzięki stosunkowo niedużej pojemności sali i bliskości słuchaczy i artystów wytworzyła się między nimi niezwykła chemia, która sprawiła, że koncert w Tamie był dla wszystkich obecnych doświadczeniem wręcz mistycznym. Muzycy i fani uśmiechali się do siebie wzajemnie, wymieniając się koncertową energią. Mariusz podkreślał także znaczenie tej trasy, mającej zakończyć z klasą zespołową żałobę po śmierci Piotra Grudzińskiego

Nie brakowało też charakterystycznej dla Riverside melancholii i momentów refleksji, jak choćby w przepięknie zaśpiewanym niższym głosem przez wokalistę "Guardian Angel", rozpoczynającym bis "The Night Before" czy też wieńczącym go "River Down Below", który u niejednego widza wywołał wzruszenie. Warto podkreślić także, że w tej kompozycji Mariusz zagrał na gitarze akustycznej, a na basie wsparł go znany z Blindead Matteo Bassoli, który pełni też funkcję technicznego Riverside. Fani w Gdańsku na start trasy dostali dodatkowy bonus w postaci wydłużonej, porywającej wersji "The Day After". Widowisku towarzyszyły wizualizacje ukazujące głównie pustynne krajobrazy oraz wspaniale dobrane światła. Po zakończeniu występów muzycy długo kłaniali się i nie ukrywali wzruszenia fantastycznym przyjęciem, w Poznaniu przybijając nawet piątki z fanami w pierwszym rzędzie. 

Jak to zwykle bywa w przypadku dużych koncertowych tras przed gwiazdą wieczoru zagrali goście specjalni. Tym razem w roli supportów wystąpiły polskie młode, obiecujące grupy - Walfad z Wodzisławia Śląskiego, łączący ciekawe improwizacje z klasycznym "progresywnym" brzmieniem oraz charakterystycznym wokalem i polskimi tekstami, a także rzeszowski Spiral, którego twórczość jest wypadkową malowniczego post rocka, przywołującego na myśl Tides From Nebula oraz dream popu spod znaku Slowdive. Oba zespoły dały z siebie wszystko, a publiczność przyjęła je bardzo ciepło. 


Polska trasa Riverside zakończy się 21 października w warszawskiej Hali Koło i będzie to największy dotychczasowy nie festiwalowy występ grupy w naszym kraju. Wasteland Tour na każdym kroku udowadnia, że Mariusz Duda, Michał Łapaj i Piotr Kozieradzki, z koncertowym wsparciem Macieja Mellera są zespołem światowej klasy, zapewniającym słuchaczom najwyższą jakość koncertowych wrażeń. Mimo statusu gwiazd pozostają jednak sobą i mają ogromny szacunek do fanów, dziękując im przy każdej możliwej okazji za wieloletnie wsparcie, dzięki któremu przetrwali, mogli stanąć na nogi i zacząć wszystko od nowa.

Zdjęcia: Tomasz Ossowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz