niedziela, 21 października 2018

Greta Van Fleet - Anthem Of A Peaceful Army (19.10.2018)


Na premierę tej płyty czekało wielu miłośników hard rocka i classic rocka. Ogłoszeni przez dziennikarzy następcami Led Zeppelin młodzi muzycy z zespołu Greta Van Fleet, po dwóch świetnie przyjętych EPkach wydali wreszcie swój debiutancki, pełnowymiarowy album. 

Błyskawiczna kariera braci Kiszka i Danny'ego Wagnera to żywy przykład na to, że sen o międzynarodowej sławie może się ziścić. Kilkanaście miesięcy temu za sprawą kipiącej energią "Highway Tune" kwartet z Michigan wywrócił branżę muzyczną do góry nogami i wdarł się szturmem na szczyt amerykańskich list przebojów. Jak podano w informacji prasowej singiel przez pięć tygodni z rzędu zajmował 1. miejsce na U.S. Rock Radio Charts oraz przez dziewięć tygodni okupował szczyt kanadyjskiego zestawienia Active Rock Radio Charts. Muzycy zaś wyprzedawali kolejne koncerty, gromadząc rzesze fanów na całym świecie. 


Nie dziwi więc fakt, że wielu krytyków muzycznych i słuchaczy uznało w ciemno, że "Anthem Of A Peaceful Army" będzie jednym z najważniejszych albumów 2018 roku, a nawet płytą roku. Czy rzeczywiście tak się stanie? Pierwszy singiel z "Anthem of the Peaceful Army" - "When the Curtain Falls" od dwóch miesięcy znajduje się w Top 10 najpopularniejszych utworów rockowych w Stanach Zjednoczonych, a teledysk do utworu zanotował już ponad 4,5 mln wyświetleń. 

Liczby są imponujące, jednak czy w parze z ilością wyświetleń kroczy jakość kompozycji? Niestety nie do końca. Dziesięć zawartych na albumie utworów brzmi tak, jakby zostały skrojone specjalnie pod playlisty komercyjnych rozgłośni radiowych.  To mieszanka rocka, soulu i bluesa, jednak zagrana bardzo zachowawczo, nie wykraczająca poza patenty znane od lat z płyt mistrzów classic rocka, wygładzona popowymi melodiami. Hard rockowe gitary w wielu momentach ustępują miejsca akustycznym, sprawiając, że album staje się bardzo przystępny także dla mało wymagających słuchaczy. Trudno znaleźć tu fragmenty wyróżniające się, gdyż całość brzmi bardzo przewidywalnie, momentami wręcz przeciętnie. 
 
Wokalista Josh Kiszka, gitarzysta Jake Kiszka, basista i klawiszowiec Sam Kiszka i perkusista Danny Wagner wszystkie kompozycje napisali samodzielnie. Jak sami twierdzą, opowiadają one o nowych początkach, miłości, uczciwości, niewinności, przygodach, różnorodności oraz prawdzie. Muzykom zabrakło jednak odwagi, by spróbować przekroczyć gatunkowe granice i dodać do utworów iskrę oryginalności, która stałaby się ich znakiem rozpoznawczym. Na swoim debiucie udowadniają, że potrafią grać i tworzyć, ale brzmią trochę tak, jakby na siłę próbowali naśladować swoich idoli. W szczególności słyszalne jest to w głosie Josha, który za wszelką cenę dąży do tego, by brzmieć jak Robert Plant. 

Nowe piosenki Grety Van Fleet nie są złe, nie drażnią, ale też nie mają większych szans, by zagościć na dłużej w pamięci słuchaczy. Zespół na EPkach udowodnił, że ma ogromny potencjał, którego niestety nie potwierdził na długogrającym debiucie. Oby był to chwilowy spadek formy. 

5/10 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz